Jeśli czytaliście poprzednie wpisy, wiecie, że moja „nowa-stara” Amiga 600 z OLX-a powoli odzyskuje blask. Wczoraj postanowiłem pójść o krok dalej i podłączyłem do niej nowiutkie rozszerzenie pamięci. Spodziewałem się uśmiechu na twarzy i płynnego działania, ale… niestety nie było mi do śmiechu. Zamiast upragnionego ekranu powitalnego zobaczyłem legendarny, żółty ekran śmierci.
Żółty ekran śmierci
Dla tych z Was, którzy nie wiedzą – w amigowym świecie żółty ekran najczęściej oznacza błędy związane z pamięcią lub procesorem. Nic przyjemnego. Wiedziałem, że nie będzie to łatwa przeprawa, ale postanowiłem zawalczyć. W dzisiejszym odcinku naszej restauracji rozbierzemy 600-tkę na części pierwsze, wyczyścimy płytę główną z wieloletniego syfu, załadujemy nowy Kickstart w wersji 3.2.3 i zainstalujemy system z karty SD.

Wielkie czyszczenie płyty głównej
Zacząłem od absolutnych podstaw – płyta główna wylądowała na stole badawczym. W ruch poszedł pędzelek, którym zacząłem wymiatać kurz, próbując pozbyć się zabrudzeń z ostatnich kilkudziesięciu lat. Następnie przyszedł czas na porządną kąpiel. Użyłem litrów alkoholu izopropylowego (IPA), solidnie spryskując całą płytę i szorując ją bardzo dokładnie.
Po tym zabiegu zaprezentowała się znacznie lepiej. Włączyłem więc najpierw gołą Amigę – bez żadnych rozszerzeń. Hurra! Ruszyła!

Nowy Kickstart i walka z kartą SD
Skoro komputer ożył, pomyślałem, że spróbuję ponownie dołożyć pamięć. Niestety, rozszerzenie pamięci nadal żyło własnym życiem, a system w ogóle go nie widział. Czas był pożegnać się ze starym Kickstartem w wersji 2.05 i przesiąść się na nową wersję 3.2.3. Przy okazji nadeszła też pora na zainstalowanie wewnątrz „dysku twardego”, a właściwie szybkiej karty SD, na której umieściłem nowy system AmigaOS 3.2.3.
Instalacja systemu przebiegła pomyślnie, ale główny problem pozostał nierozwiązany. Amiga niby działa, ale wciąż ma humory i daleko jej do stabilności, jakiej bym oczekiwał.

Podsumowanie i bolesne wnioski
Czas na nieco gorzkie podsumowanie. Wniosek jest niestety jeden i bardzo dla mnie bolesny: samo mycie płyty głównej i dmuchanie sprężonym powietrzem tutaj nie pomogą. Kondensatory w tej Amidze po prostu błagają o litość. Niestety, urok sprzętu retro polega między innymi na tym, że prędzej czy później trzeba chwycić za lutownicę.
Muszę jak najszybciej zrobić sobie przyspieszony kurs lutowania elementów SMD, bo inaczej z tej Amigi nic już nie będzie.
Tutaj możecie obejrzeć film pokazujący moją walkę o przetrwanie tej Amigi: